Wypowiedzi osób, które stosują Ho´oponopono Morrnah Nalamaku Simeony.

( Zapraszam wszystkie osoby, które zaobserwowały zmiany w swoim życiu do podzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi. Wasze wypowiedzi będą bardzo pomocne wielu osobom. Proszę o tym napisać na anna.kligert@email.dk )


 

Sama świadomość istnienia Ho’oponopono już jest błogosławieństwem. Czuję się bezpieczniej. Jest moim wsparciem przy pojawiających się problemach.

Generalnie rzecz ujmując poprawiły się stosunki z moimi przełożonymi. W domu panuje większa harmonia. Moi synowie zaczęli studiować. Mąż wydał dwie książki.

A oto bardzo konkretne przykłady z mojego życia.  Przeszłam z pozytywnym wynikiem kilka poważnych kontroli w firmie, w której pracuję. Nie było to takie oczywiste. Firma zmieniała wielokrotnie właścicieli i odziedziczyliśmy dość spory bałagan.

Pomogłam mężowi , w kilku sytuacjach. Od wielu lat nie mógł doprosić się o zwrot cennych książek i ukończenia zamówionego rysunku. Po kilku dniach opisywania całej sytuacji w ankiecie,  wszystkie należące do niego książki wraz z rysunkiem pojawiły się u nas w domu. Kiedyś zgubił ważną przepustkę co wiązało się to dla niego z poważnymi konsekwencjami. Tego samego dnia po zrobieniu ankietki, ktoś położył mu na biurku zgubę. Było to dość niezwykłe, bo zgubę znaleziono wiele km od pracy.

Brat męża jest bezrobotny, był bardzo chory i nie miał ubezpieczenia. W pół dnia załatwiłam mu wszystko tzn. ubezpieczenie, lekarzy i kurację i to za darmo.

Pierwszym symptomem  niezwykłości tej metody był mój powrót do Warszawy po szkoleniu Ho’oponopono. Z różnych podróży odbiera mnie zazwyczaj mąż, który wścieka się na mnie już przez telefon komórkę, bo ma trudności z zaparkowaniem na Dworcu Centralnym. Po raz pierwszy był bardzo miły i przez 22 km mieliśmy cały czas zielone światło.

Mój stan zdrowia też poprawił się. Przez całe życie miałam chroniczne bóle głowy, które przestały mnie męczyć.

Do ankietki wpisuje wszystkie wydarzenia z mojego życia i dzięki temu wszystko jest łatwiejsze.

 

A.Ż.

 

 

Po powrocie z kursu I stopnia do domu zaczęłam praktykować Ho’oponopono. Przyznam szczerze, że początki nie były łatwe. Przede wszystkim odczuwałam wielkie wyczerpanie fizyczne. Początkowo wręcz słaniałam się na nogach. Spałam po kilkanaście godzin dziennie i wstawałam wykończona. W trakcie robienia rytuału, moje oczy łzawiły, a tekst w podręczniku był zamglony. Na samym początku w trakcie procesu płakałam. Pamiętam, że wzruszał mnie szczególnie Stopień 6c – Poczęcie. Modlitwy są niezwykle piękne i poetyckie. Bardzo do mnie przemawiają i czuję je w sercu.Moje zmęczenie trwało dość długo – ok 2-3 miesięcy. Zaczęłam się obawiać, że będę musiała wycofać się z praktykowania, bo nie dawałam rady.  Zwróciłam się o pomoc do znajomego, który zajmuje się oczyszczeniami metodą m.in. SRT. Jest on czasami  bardzo skuteczny. Tym razem udało się i odzyskałam siły. Mogłam już bez przeszkód praktykować Ho’oponopono.

Dość zabawnym efektem Ho’oponopono było to, że zaczęłam robić niesamowite porządki w domu. Sprzątałam szafy, wszelkie zakamarki. Nigdy nie byłam taka porządnicka J. W pewnym momencie zorientowałam się, że robię to wręcz obsesyjnie. Zinterpretowałam to w ten sposób, że robię porządki nie tylko w swojej duszy, ale przekłada się to również na inne sfery mojego życia.

Z natury jestem dość sceptyczna i przyznam się, że nie do końca wierzyłam w skuteczność tej metody. Ponieważ potrzebowałam namacalnych dowodów, zaczęłam robić systematyczne notatki  –  co oczyszczam i ile razy.

Tak więc w przeciągu blisko 2 lat rytuał Ho’oponopono zrobiłam ok. 240 razy. Między innymi Ho’oponopono „ulepszyło” mojego męża.  Udało mi się załatwić 2 trudne sprawy urzędowe. Koleżanka, która straciła pracę bardzo szybko dostała następną. Córka mojej przyjaciółki wyjechała do wymarzonego Londynu. Dostałam podwyżkę w pracy w takiej wysokości jak chciałam. I najważniejsze! – wprost w magiczny sposób poprawiają się relacje z ludźmi. Czasami jest to aż zabawne. To są takie namacalne dowody na skuteczność tej metody.Czasami, aby problem się rozwiązał wystarczy zrobić rytuał jeden raz. Gdy problem jest trudny, to kilka razy lub w dalszym ciągu „wisi” w moim dzienniczku. Ale ja się nie poddaję i nie odpuszczam, bo jestem przekonana, że kiedyś zostanę wysłuchana.

A teraz może opowiem o tym jak mnie osobiście Ho’oponopono zmieniło. Na pewno stałam się bardziej spokojna.  I cierpliwa! – bo przebrnęłam przez te 94 pytania egzaminacyjne ( test przed przystąpieniem do Ho’oponopono Basic II ). Czuję harmonię i równowagę. Mam lepsze relacje z ludźmi - coraz bardziej ich lubię i toleruję.

I Kocham STWÓRCĘ! I jeszcze pewnie długo będę musiała pracować nad sobą, ale jestem dobrej myśli bo mam ukochane Ho’oponopono.

Wielu ludzi zniechęca się do rytuału Ho'oponopono uważając, że jest on dosyć żmudny. To prawda jest żmudny, ale ludzie są mało cierpliwi i chcą mieć efekty już TERAZ, NATYCHMIAST.

Ho'oponopono jest dla wytrwałych, ale Ci którzy pozostaną zostają nagrodzeni. Takie jest moje zdanie. Dlatego tych którzy rzeczywiście praktykują pozostaje niewielu.

 

Iwa.

 

 

 

Jestem tak zachwycona Ho'oponopono, że natchnęło mnie to do wyjazdu samej ze sobą w góry na tydzień czasu.

I jestem tutaj w górach sama ze sobą, robię Ho'oponopono i zajmuję się sobą, maluję, medytuję.

 Coś niesamowitego. Zaczynam odczuwać duży spokój, mimo, że na zewnątrz nic właściwie się nie zmieniło.

Aniu dziękuję bardzo, że mogłam Cię poznać i zacząć praktykować Ho'oponopono.

To w sumie jest czasochłonne, bo zrobić 2 razy w ciągu dnia to jak dla mnie ok. 4 godzin.

Mimo to, tak mnie ciągnie aby to robić, że jeszcze takich doznań nie miałam.

Przyszła chyba do mnie wiara, że to mi naprawdę pomoże w życiu i będę coraz bardziej radosna i szczęśliwa :-)

Pozdrawiam bardzo serdecznie i dziękuję :-)

 

J.L.

 

 

 

Na stole Mahiki( miejsce na którym możemy umieścić przedmioty w celu ich oczyszczenia) położyłem swój drugi telefon z którego sporadycznie korzystam. Jego mankamentem była coraz słabsza bateria( trzymała do 12 godzin, max 15 minut rozmowy). Telefon pochodzi z Anglii, przeszedł przez wiele rąk, być może był kradziony. Rozmawiałem przez niego 40 minut i ... "nie padł". W momencie kiedy piszę tą informacje (na drugi dzień po oczyszczeniu) bateria wciąż trzyma.

 

Ł.W.

 

 

 

Droga Anno,

wysyłam tą wiadomość aby podzielić się moim doświadczeniem z ho'oponopono.

Byłem na kursie 24 września w Warszawie i jest to przełomowa data w moim życiu.

Stosuję ho'oponopono od dwóch miesięcy prawie codziennie. Ostatnio dwa razy dziennie i przekonałem się, jaka jest różnica, gdy jeden lub dwa dni tego nie robię - stare nawyki depresyjnych myśli powracają z siłą. Ho'oponopono sprawia, że patrzę na świat trzeźwiej niż kiedykolwiek wcześniej. Oprócz tego, moje sny każdej nocy są takie wyraziste i szczególne jakby moja podświadomość budziła się i pracowała bardziej!

A oto jeden szczególny efekt regularnego stosowania procesu.

Słowa, których tu używam są zaczerpnięte z mistycyzmu chrześcijańskiego dlatego, że jestem tak wychowany, mimo nie że czuję się częścią kościoła chrześcijańskiego i takie słowa same mi się nasuwały, gdy to opisywałem. Jeśli komuś to wadzi, może sobie zastąpić słowo „Bóg” innym słowem, np. „Ja”, „Istnienie”, „Wielka Tajemnica” czy innym, które według niego opisuje absolut, bo było to bezosobowa Świadomość, którą czułem w sobie.

 

Dziś po południu otworzyłem się na Boga i zostałem oblany światłem miłości Boskiej. Jak to zrobiłem? Usiadłem do medytacji i powiedziałem: teraz otwieram się na Boga. Poczułem ból, więc wybaczyłem sobie, bo był to ból lęku, że nie zasługuję – uświadomiłem to sobie. To otworzyło bramy nieba i zostałem oblany światłem miłości Boskiej. Doznałem słodkiego oczyszczenia i Bóg powiedział mi, że to co się stało to także dzięki mnie i mojemu wyborowi, a wtedy poczułem swoją ważność i jednocześnie jego miłość do mnie. Oczywiście płakałem. Śmiałem się również, i wybaczałem sobie wszystko, i zobaczyłem, że cokolwiek pomyślę, zrobię, jakąkolwiek emocję poczuję, to nie jestem ja, lecz umysł lub wspomnienia bólu, które się ciągle chcą odtwarzać – i że to są narzędzia, części mnie, ale nie poczuwam się do winy za ich błędy, tak samo jak nie poczuwasz się za błędy włosów, które się zaplątały lub samochodu, który ma usterkę – jest to bez znaczenia i jak najbardziej w normalne. Było to bardzo mocne uczucie oczyszczenia. Dziękowałem za to wszystko, co dostałem, dziękowałem za ciało, które mam. Moje ciało całe zostało wypełnione światłem. Czułem całe moje wewnętrzne ciało, nie tylko zewnętrzne, ale całe eteryczne, i było to wspaniałe uczucie. Moje ciało się cieszyło i czuło się kochane, ja się cieszyłem i dziękowałem za to ciało i za to że jestem. Potem zasnąłem zalany łzami i przepełniony błogością i radością, śmiejąc się co jakiś czas i stękając  w uldze wybaczenia sobie. Obudziłem się wypełniony pokojem parę chwil potem.

Czuję już teraz, jak ho'oponopono oczyszcza mnie i zmienia moje życie. Jest to wspaniałe.

P.S. najlepsze z tego przeżycia jest to, że każdy może je przeżyć, więc na co czekają? :)

 

 

G.W.

 

 

 

Jeszcze raz dziękuję za to, że dała mi Pani do ręki tak piękne i wspaniałe narzędzie jak Ho'oponopono. Praca zależy już tylko ode mnie... Dziękuję, widzę, że każdy kolejny proces uspokaja mnie i daje większe poczucie wolności, sensu życia, odwagi; pomaga w pracy z lękami.....

Pozdrawiam serdecznie, mając nadzieje na spotkanie w przyszłości:))

E. Ł.

 

Tak na szybko , pierwsze mini doświadczenie z kolumną Boskiego Pokoju.

Otóz- po kursie, wróciłam do domu, a moja córka zapragnęła pójść na sushi. No trzeba z radością- tez zająć się dzieckiem swoim fizycznym :)) .

Rzecz w tym, ze nie bardzo mi się chciało iść do tej "susharni", do której lubi chodzić  moja córka (  bowiem 2 razy się zawiodłam co do dania , jakie mi podali) , ale ona tam lubi, bo zawsze ma swój ulubiony zestaw. Zatem zdecydowałam, że mimo tej mojej niechęci pójdziemy tam. Zastosowałam kolumnę boskiego pokoju i dostałam zestaw sashimi z dodatkami, które lubię najbardziej- wodorosty i kawior :)) - o co wcale nie prosiłam, oraz usunięto mi ogórki ( bo ich nie lubię z dwóch sałatek, mimo , ze prosiłam  o usunięcie tylko w jednej , bo o drugiej zapomniałam, że tam też są ogórki :)). Drobiazg- może...., ale fajnie ..:))

 

Mahalo i aloha

 

J.G.

 

Zajmuję się rehabilitacją i masażami i klawiterapią (leczenie gwoździami, coś jak akupunktura). Przyznam się bez bicia, że zaniedbałem ho'opnopono i raczej sporadycznie wykonywałem... Oczywiście zaraz po Twoich warsztatach wykonywałem rytuał codziennie, z pokorą przyjmując to co góra daje i to co przynosi oczyszczenie, np.Od pierwszej sformułowanej ankiety zacząłem wrzucać mojego szefa i miejsce pracy, które dla wszystkich obecnie pracujących i byłych pracowników jawi się jako siódmy krąg piekieła, na samą myśl o tym miejscu, o szefie, człowiek zaczynał się nakręcą, gwoli wyjaśnienia pracuję w hotelu, który został stworzony w wielkim proradzieckim szpitalu (gdzie był nawet odział dla psychicznie chorych), a wcześniej był tam szpital niemiecki (sic!), nie ma to jak ziemie odzyskane, więc już macie niewielkie pojęcie ile i jakiej pamięci ten budynek zgromadził przez wieki i tak sobie tego szefa i to miejsce "wrzucałem" do ankiety aż minął dokładnie tydzień (7 dni), tj. w sobotę po 10,5 godzinnym dniu pracy o 22, zostałem poproszony przez szefa do jego gabinetu i dowiedziałem się, że zostałem zwolniony, a raczej mój "etat został zlikwidowany" tyle tylko, że wszystko odbyło się w tak miłej i przyjaznej atmosferze, że właśnie to, a nie sam fakt zwolnienia był dla mnie szokiem!! szef po raz pierwszy w życiu, zachowywał się jak normalny człowiek mówiący do drugiego normalnego człowieka, a nie jak wysłannik piekieł dopełniający apokalipsę. W jednej chwili wszystkie nitki zostały rozwiązane, poczułem się lekki i wolny, zamiast przeżywać i rozpaczać nie mogłem powstrzymać radosnego śmiechu przy podpisywaniu papierków. Praca na którą narzekałem, szef gestapowiec, nawiedzone miejsce, wszystko nagle zostało zabrane z mojego życia i zrobiło się tyyyyyyyle wolnego miejsca, poczułem znowu energię do działania. Teraz czekam na dalszy bieg wydarzeń mając świadomość, że znowu bardzo dużo zależy ode mnie. 7 dni od pierwszej ankiety, 7 dni na oczyszczenie życia z rzeczy które powodowały skok ciśnienia na wysokość 3 piętra...szef z którym nigdy nie przeprowadziłem ani jednej normalnej luźnej rozmowy to wszystko zostało oczyszczone (uporządkowane/zabrane/oddalone/uwolnione ode mnie) w 7 dni !!!! :]]]] aż się boję co będzie po 2 tygodniach ;) Aaaaaaaa i jeszcze coś ważnego, cały tydzień śnił mi się mój pracodawca co powodowało niezmiennie "irytka" (irytacje) od samego rana.

Myślałem jeszcze 4 godziny temu, że tak dziwnie wszystko z nienacka się stało, że nie było żadnych sygnałów ze strony szefa, ale był sygnał od podświadomości - powtarzające się sny. To na tyle mojej historii J wszystkie te zdarzenia pozwoliły mi sie rozwijać i w końcu finansowo stanąc na nogi ( Polska to taki kraj gdzie bezrobotny ma więcej pieniędzy, czasu i szczęścia niż pracownik na etacie :) ) to tak po krótce mojej historii...

Ale ten list to nie tylko historia mojego bezrobocia ;) tak na prawdę to odkąd nie pracuję na etacie tylko w szarej strefie to czasami mam pacjentów 16 godzin na dobę, czasami mniej, a czasami są dni gdzie nikt nie dzwoni i odpoczywam :) ogólnie jestem szcześliwy, pieniązków jeszcze mi nie brakło ni razua jest coraz lepiej :)

P.P.

 

Minął miesiąc od kursu w Krakowie  31 .04.2011. Byłem tam z kolegą. Zanim tam pojechałem, byłem bez pracy,pieniędzy ,zestresowany ,chory, zrujnowane życie małżeńskie i mocno skopany przez życie. Dzisiaj mam pracę,pieniądze,stres ustępuje,choroba też,małżeństwo jest pod znakiem zapytania a życie wraca do normy i staje się bardziej klarowne. Powodem,dla którego pojechałem na kurs było ratowanie małżeństwa i siebie przedewszystkim i stała się rzecz dziwna-nie mam pojęcia jak to się stało,ale tam właśnie się zakochałem z wzajemnością. Po HO`OPONOPONO (procesach),które przeprowadzam dwa razy dziennie ,oznajmiłem żonie ,że mam dość tortur psychicznych i że odchodze od niej. Byłem przy tym jak nigdy opanowany, zrównoważony i dumny. Kilka dni pózniej zrozumiałem,że problem był we mnie i dopiero wtedy poczułem (zrozumiałem), że moje życie to mój TWÓR , moje myśli, moja pamięc UNIHIPILI. Jednak nie zmienia to faktu ,że przestałem kochać żonę,o którą tak zaciekle walczyłem przez 12 lat. Nie umiem wyrazić swojej wdzięczności wobec pani za to, ze nauczyła mnie pani HO`OPONOPONO.Wyjazd do Krakowa był ostatnią i jedyną słuszną rzeczą jaką zrobiłem, była to brzytwa ,której" chciałem "się chwycić.Pani Aniu,za pani sprawą jestem dzisiaj szczęśliwszym ,spokojniejszym człowiekiem.Wiem,że dóżo pracy przedemną lecz to nie zraża mnie ,ale zachęca do (powrotu do domu),ciągnie mnie teraz tam skąd pochodze.Raz jeszcze chcę powtórzyć kurs ,dlatego że umysł mój na naszym pierwszym spotkaniu nie był zbyt chłonny i powstały luki, niejasności ,które pragnę uzupełnić .Jestem człowiekiem chłonnym wiedzy na temat HO-OPONOPONO i wiem już,że na tym nie skończe.Pozdrawiam panią  bardzo ,bardzo gorąco-tym razem już z uśmiechem na twarzy.

J. K. z Irlandii.

 

 

Na początku tego roku udało mi się przeprowadzić moją mamę przez trzy poważne choroby:depresja,udar mózgu i wypadanie macicy.Obecnie bierze bardzo łagodne leki przeciwdepresyjne,które jak sądzę,już wkrótce będą mogły być odstawione,udar mózgu nie pozostwił po sobie śladu,operacja usunięcia macicy odbyła się na świeżo wyremontowanym oddziale ginekologicznym,z miłym personelem i znakomicie opiekującym się moją mamą lekarzem prowadzacym co jak na warunki polskie nie jest jeszcze codziennością.Oczyszczałam przede wszystkim ogromny strach mojej mamy przed operacją,szpital,oddział ,salę operacyjną i cały personel.Efekt był naprawdę cudowny! Mama czuła się w szpitalu znakomicie i bardzo bezpiecznie.Serce mi rośnie jak patrzę na mamę gdy jest znów zdrowa,uśmiechnięta i samodzielna ! A ma już 80 lat.

Oczyściłam również wzajemną wrogość i agresję między mną i moim ojcem.Nareszcie możemy kontaktować się spokojnie i z naturalną uważnością.Obojgu nam służy ta sytuacja po wielu latach wzajemnych utarczek.

Bez Hooponopono czułabym się całkowicie bezradna !

 

H.P.

 

 

Tak na szybko, pierwsze mini doświadczenie z kolumną Boskiego Pokoju.

Otóz- po kursie, wróciłam do domu, a moja córka zapragnęła pójść na sushi. No trzeba z radością- tez zająć się dzieckiem swoim fizycznym :)) .

Rzecz w tym, ze nie bardzo mi się chciało iść do tej "susharni", do której lubi chodzić  moja córka (  bowiem 2 razy się zawiodłam co do dania , jakie mi podali) , ale ona tam lubi, bo zawsze ma swój ulubiony zestaw. Zatem zdecydowałam, że mimo tej mojej niechęci pójdziemy tam. Zastosowałam kolumnę boskiego pokoju i dostałam zestaw sashimi z dodatkami, które lubię najbardziej- wodorosty i kawior :)) - o co wcale nie prosiłam, oraz usunięto mi ogórki ( bo ich nie lubię z dwóch sałatek, mimo , ze prosiłam  o usunięcie tylko w jednej , bo o drugiej zapomniałam, że tam też są ogórki :)). Drobiazg- może...., ale fajnie ..:))

 

J.G.

 

 

 

Uczestniczylam w kursie ho'oponopono we wrzesniu 2010 w Warszawie. Od tej pory robie proces codziennie i przekonuje sie o jego dzialaniu. Ale to co sie wydarzylo wczoraj zupelnie mnie zaskoczylo ; od paru miesiecy staramy sie o kredyt w banku na wyposazenie sali wystawowej naszej firmy. Mielismy oficjalna zgode od stycznia, ale ciagle brakowalo jakiegos dokumentu. W miedzyczasie dokonczylismy budowe nowej siedziby, przeprowadzilismy firme i oczywiscie wykorzystalismy pieniadze z obrotu na wyposazenie. Pozniej nam ich brakowalo w codziennym funkcjonowaniu przedsiebiorstwa. Umieszczalam moj problem w ankiecie, ale ciagle gdzies byla jakas blokada. Nic nie wychodzilo, jakas czarna seria ; niezadowoleni klienci, problemy z pracownikami, mialam wrazenie, ze wszystko sie rozchodzi na boki i nie umiemy tego poskladac w jedna calosc. Kupilam ksiazke opisujaca feng shui i oczyszczania miejsc. Czytajac ja przypomnialo mi sie, ze przeciez ho'oponopono mozna uzyc do oczyszczania z negatywnych wibracji. W zeszly piatek umiescilam w ankiecie nowa siedzibe firmy, budynek, teren, wszystkie meble, przedmioty tam
sie znajdujace, ludzi, ktorzy pracuja, isoty widzialne i niewidialne, wszytko co jest zwiazane z tym miejscem.
W sobote bylam w pracy i jak zwykle w czasie spotkan z klientami nie odbieram telefonu. Kiedy odsluchalam wiadomosci ; nasz bankier dzwonil, aby sie z nim skontaktowac, by dostalismy kredyt. W firmie byli klienci, ktorzy chca skorzystac z naszych uslug.
Jakas niewidzialna energia, niesamowita sila mnie wypelnia i pozwala pracowac idocierac do ludzi. Mam z klientami wspanialy kontakt (mowie tu o stronie ludzkiej, nie majacej nic wspolnego z praca).
Kiedy to czytam wydaje mi sie, ze to nic takiego, ale przezywajac ta sytuacje i wszystkie inne doswiadczam na codzien niezwyklej sily dzialania ho'oponopono.
Dziekuje.

A.H.

 

 

Droga Pani Anno

Zbieram się od kilku dni, by do Pani napisać i podzielić się wrażeniami J

W moim życiu zawodowym pojawiły się nowe, interesujące perspektywy... Jestem pewna już teraz, że to kolejny etap w moim rozwoju, nowy, lepszy...

Z każdym dniem mam coraz większe zaufanie do procesu Ho’oponopono... Widzę, jak się zmieniam, jak zmienia się moje spojrzenie na świat i na wszystko, co mnie otacza... Świadomość, że wszystko ma Unihipili, zmieniła jakość mojego życia.

Dzięki procesowi, „cudownej” poprawie uległy moje relacje z ludźmi, z którymi od lat nie mogłam dojść do porozumienia... a tu proszę... J Najbardziej jednak cieszy mnie fakt, że zniknęła moja potrzeba kontrolowania... Oddałam Bogu sprawy do załatwienia, i co wydawało się rzeczą niemożliwą – zaufałam, że otrzymam wszystko co dla mnie najlepsze... Swoją drogą, dzisiaj pomyślałam sobie pierwszy raz w życiu, że jestem ukochanym dzieckiem Stwórcy!

 

Co jeszcze z takich ciekawostek, przestałam się przejmować problemami finansowymi, jakoś tak w moim umyśle istnieje obraz tego, że zostało to już rozwiązane J pojawiło się to „samo z siebie”

„ludzie bluszcze” jak ich wcześniej nazywałam, poznikali z mojego życia... Mój syn widzi mamę jakąś odmienioną, pogodniejszą, kochaną J Ja widzę w innych jasne strony, mam więcej zrozumienia dla wszelkiego stworzenia J

Jestem pod ogromnym wrażeniem procesu... ani regresing, ani ustawienia hellingerowskie nie przyniosły pożądanego efektu... a tu... niespełna 2 miesiące stosowania procesu i już tyle spraw rozwiązanych...

Jestem pewna, że będę stosować Ho’oponopono do końca tego życia...

Dziękuję, że nauczyła mnie Pani procesu.

Pozdrawiam serdecznie,

 

J. L.

 

 

W moim długoletnim praktykowaniu procesu ho'oponopono zauważyłem następujące zmiany w moim życiu: rzuciłem palenie, przestałem pić alkohol, jestem wegetarianinem , podczas trzech wypadków samochodowych wyszedłem bez obrażeń, podczas włamania do mojego domu nic nie zginęło .

 

H.Ł. – właściciel firmy, praktykujacy od 1989.

 

 

 

Przede wszystkim stałam się zdrowszym, lepszym, spokojniejszym ,  radośniejszym człowiekiem, mam znacznie lepsze relacje z ludżmi, w rodzinie, w pracy, wśród przyjaciół. Wyplątałam się z toksycznego związku niemal bezboleśnie. Zmienił się mój sposób pracy na mniej stresujący i dający większą satysfakcję,  mniej nerwów, więcej kasy. Mam nowego partnera i dopiero teraz wiem jak fajnie można się razem bawić.  Oczyszczam relację z synem i choć jest czternastolatkiem wydaje się być szczęśliwy i dobrze się dogadujemy, a jak tylko coś skrzypi to szybciutko wznoszę Kolumnę Boskiego Pokoju.

 Generalnie nie ma dziedziny mojego życia, żeby zmiany nie były co najmniej zauważalne, a najczęściej wstrząsające. Począwszy od tego, że zaakceptowałam swój wygląd, a nawet jestem z niego zadowolona, co przedtem mi się nie zdarzało, a skończywszy na tym, że Miłość przez duże M i przez małe zagościła się na dobre w moim życiu. Oczywiście, że jeszcze czasem odzywają się negatywne emocje, ale już szybko je zauważam i potrafię się im nie poddawać a nawet zmieniać .

 

L.M.- po 3 latach praktykowania.

 

 

 

Dzieki  Ho’oponopono  nauczyłam się Szacunku do Siebie i do każdej żywej istoty, a także Szacunku do przyrody i przedmiotów – dostrzegłam, że one także mają Duszę.

Uczę się wciąż być obecną w danej chwili. Głębiej rozumiem czym jest Miłość i  Akceptacja. Staję się coraz bardziej świadoma, mam więcej zrozumienia dla siebie, to pozwala mi na powolny, ale ciągły proces rozwoju w Duchu Miłości. I nawet jak zbaczam z wytyczonej Drogi Światła i Miłości, to dyskomfort powoduje , że pragnę szybko na nią powrócić.

 

R.A. – po 9 latach praktykowania Ho´oponopono

 

 

 

Minęły dwa tygodnie od kursu i zaczyna być coraz lepiej. W pracy jak zwykle gonitwa, ale jak dotąd udaje mi się codziennie (często nocą) zrobic proces. Jestem duzo spokojniejsza, tak jakby ktoś nade mna czuwał.
Co rano ubieram Majkę (moje Unihipili), w ankiecie umieszczam wszystkie sprawy bieżące i jestem spokojna mimo mego bardzo zajętego życia.
W zeszly czwartek się rozchorowałam ; gorączka, ból głowy, katar miałam juz dzień wcześniej. Rano byłam w pracy, popołudnie spędziłam w łóżku. Z trudem (ciężko jest robic oddech HA z zatkanym nosem), ale zrobiłam
proces na moją chorobę. W piątek rano wstałam bez kataru, jeszcze z lekkim zmęczeniem, ale w sobote nie było śladu po przeziębieniu. Jestem w pełnej formie i doskonałym zdrowiu.
Ciesze się, że pozwoliła mi pani poznać proces ho'oponopono. Jest to wspaniałe narzędzie, którego szukałam od dawna.

 

H. A.

 

 

 

Ukonczylam kurs Ho`oponopono prowadzony przez Pania w Warszawie prawie trzy lata temu.
Przez pierwsze dni i tygodnie po kursie robilam proces. Malo regularnie, ale staralam sie. Prosilam o oczyszczenie pewnych rodzinnych problemow, i zaczelo sie dziac duzo w moim zyciu. Niestety. Zaczelo sie dziac "nie po mojej mysli". Bo przedstawiajac problem mialam w glowie konkretne rozwiazanie, jakiego sobie zyczylam. Moje rozwiazanie.

A co otrzymalam? Otrzymalam rozwiazanie, ktore przewrocilo caly moj swiat.
Odeszlam od procesu. Obrazilam sie na wszystko i wszystkich, bo co? Ja tu sie oczyszczam i prosze, a sprawy zamiast nabierac lepszego wygladu, jezcze bardziej sie komplikuja...
Czlowiek jest istota Boska, ale jakze czesto pozwala rzadzic soba przez ego!!!
Teraz, po dwoch latach Ho`oponopono "przyszlo" do mnie ponownie. Juz nie jako cos, co trzeba zrobic i starac sie o tym pamietac, ale jako cos, za czym sie teskni :-))
Przez te dwa lata "rozlaki"  z Ho`oponopono zdalam sobie sprawe, ze to, co odebralam jako katastrofe, bylo tak glebokim procesem oczyszczenia moich glupich decyzji zyciowych, ze dopiero teraz widac, jak bardzo pozytywna byla ta zmiana!
Teraz, kiedy znow robie proces i prosze o oczyszczenie moich problemow, juz nie oczekuje, ze sytuacja wyprostuje sie wedlug mojego scenariusza. Mam juz nauczke :-).
Nauczylam sie, ze trzeba zaufac tej Madrosci, ktora odpowiada na nasza prosbe.
Teraz wiem, ze jak mamy wrzod, to czasem musi zabolec przy wycinaniu go. Ale potem zdrowiejemy, prawda?
Pani Anno, napisalam do Pani ten list, bo poczulam wdziecznoc za to, ze dala mi Pani do reki potezne narzedzie do zmiany siebie, swojego zycia i swoich bliskich.
Dzieki Ho`oponopono umiem byc wdzieczna.
I choc wciaz moja sytuacja wymaga wiele pracy, to widze, ze wszystko idzie w dobrym kierunku. A moje ego jest "na smyczy i w kagancu" :-)))

 

A. B.

 

 

Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami z hooponopono, po kursie , w którym uczestniczyłam w listopadzie 2009r.

Kiedy wracałam po pierwszym dniu kursu do domu przyjaciółki, u której się zatrzymałam w Warszawie, miałam duży stres związany z przesiadkami, autobusami, tramwajami, ponieważ nie znam w ogóle Warszawy, było już ciemno i ogólnie nieprzyjemnie, bałam sie że będę błądzić, a tego bardzo nie lubię. Puściłam Kolumnę Boskiego Pokoju na moją podróż do domu i wtedy na przystanku kobieta, która czekała na autobus mówi, "oj, strzasznie długo trzeba czekać, ja ide na inny przystanek, idziesz ze mną?" I jak się okazało Basia była również uczestnikiem tego szkolenia i  moja droga była  jej po drodze i odwiozła mnie prawie pod sam dom.

Moja babcia choruje na serce i bardzo źle się poczuła. Trafiła do szpitala i lekarze orzekli, że miała zawał w domu, a potem drugi w szpitalu. Nie dawali nawet jednego słowa nadziei, że babcia wyjdzie z tego. Miała zaburzenia świadomości, mowy i ogólnie było kiepsko. Przeprowadziłam hooponopono, biorąc pod uwagę moją odpowiedzialność za chorobę babci.... i babcia zaczęła odzyskiwać siły, wzsyscy się dziwili, że po dwóch zawałach w takim wieku (85lat)  w tak krótkim czasie wygląda i czuje się wyjątkowo dobrze.  Po tygodniu wyszła ze szpitala do domu.

J.K.

 

Stosuję proces już jakiś czas i momentami aż ciężko mi uwierzyć jak bardzo wpłynął on na moje życie. Problemy w relacjach z ludźmi praktycznie zniknęły, stałem się o wiele bardziej pewny siebie i coraz bardziej lubię siebie :D pousuwałem z głowy masę przekonań. Wszystko jakby zaczyna się coraz lepiej układać. Nawet podczas samego procesu czuję się inaczej. Zaczynam rozumieć i czuć każdy kolejny krok.

P. K.

 

 

 

Chciałam Ci bardzo serdecznie podziękować za ten kurs w Gdańsku.
Jeszcze do końca nie umiem ogarnąć wszystkich możliwości tej metody, ale "pod skórą" czuję jej wartość.
Niby nic się nie zmieniło... a jednocześnie zmieniło się tak wiele. Trudno mi to nawet opisać.
To co się zmieniło na pewno, to jakiś wyczuwalny wewnętrzny spokój. Choć jestem z natury optymistycznie nastawiona do życia to w taki sposób jeszcze nigdy spokoju nie odczuwałam. On wypływa gdzieś z głębi mnie.
Sprawia mi dużą radość i sporą dozę wzruszenia rozmowa i zajmowanie się Unihipili moją małą dziewczynką.
Już w sobotę miałam takie odczucie że gdy była przerwa obiadowa to Ona ( jeszcze nie znam jej imienia) wręcz trzyma mnie za rękę i to nie było tylko mentalne doświadczenie ale i fizyczne. Jak kładę się spać to wyraźnie czuję
że ona wtula się we mnie i zasypia w moich ramionach z poczuciem bezpieczeństwa.
Podczas zwykłych zajęć domowych w myślach a czasami też i na głos mówię (i samo tak się dzieje ja tego nie wymuszam) chodź moja kochana np. ugotujemy zupę razem - masz na to ochotę? albo ja będę czytać książkę a Ty możesz siedzieć mi na kolanach i się przytulać, lub pobawimy się razem?
Zauważyłam że zaczęłam się wolniej poruszać bo wcześniej to było szybko szybko tak jakbym się gdzieś ciągle śpieszyła a teraz przecież chcę aby mała nadążyła :)
Zobaczymy dokąd to nas doprowadzi, wiem że do czegoś dobrego.
Jeszcze raz dziękuję.
Pozdrawiam
Mirka W.

 

 

 

Pragnę podzielić się moim wspaniałym doświadczeniem wczorajszego wieczoru.
 Otóż po zakończeniu kursu udałem się razem z moją mamą do centrum handlowego "Złote Tarasy" żeby tam w "ciepełku" zaczekać na autobus jadący do Zielonej Góry. Kiedy zbliżał się czas odjazdu wyszliśmy na przystanek i w siarczystym mrozie wyglądaliśmy autobusu, który miał przyjechać z Białegostoku. W tym czasie położyłem na siebie Kolumnę Boskiego Pokoju. Mimo trudnych warunków autobus zjawił się punktualnie.
Z radością wsiedliśmy do środka i kupiliśmy bilety, ale wówczas kierowca ubrany jak niedźwiedź polarny oznajmił że ogrzewanie się popsuło i jest bardzo zimno. Na przedniej szybie było mnóstwo lodu, a pasażerowie jadący już od jakiegoś czasu bardzo narzekali na trudne warunki. Mimo całej tej atmosfery z radością znalazłem wygodne miejsce i zacząłem kłaść Kolumny na kierowcę, pasażerów, system grzewczy, silnik, karoserię i wszystkie podzespoły jakie mi przyszły do głowy. Po kilku chwilach, narzekania ludzi się skończyły, a po niespełna godzinie podróży kierowca
powiedział nam, że ogrzewanie znów działa! Dalszą część dziesięciogodzinnej trasy spędziliśmy w cieple, poczuciu ogromnej satysfakcji i radości :)
Pani Aniu, dziękujemy serdecznie za tak wspaniałe narzędzia!
 

B.W.
 

 

 

Witam Pani Anno,
bardzo dzękuję za sobotnio-niedzielny kurs Ho'oponopono w Warszawie.
Zgodnie z prośbą - piszę z odzewem.
Przede wszystkim czuję, że coś się w moim wnętrzu otwarło.
Coś jak kranik z płynącą ciągle ciepłą radością, która sprawia, że uśmiech sam bez powodu wchodzi na twarz :-)
To mało konkretne do opisania, ale wyraźnie to odczuwam.
Wyraźnie też czułem w trakcie całego kursu, że TO jest dla mnie.
Gdy się kurs zaczynał to po plecach biegały mi ciarki a serce rozpierała taka radość, że wreszcie dostaję do ręki coś,
co umożliwia mi bardzo konkretne działanie. Dziękuję

W nocy z soboty na niedzielę miałem w hotelu sen, bardzo wyraźnie go zapamiętałem, jest trochę podobny do snu opisanego gdzieś w wypowiedziach innych osób na Pani stronie.
Otóż śniło mi się, że w nocy, gdy spaliśmy w hotelu, do pokoju przyszła kobieta by sprzątać łazienkę.
Zdziwilem się (we śnie), że jak to tak, w nocy, jak goście są w pokoju, wchodzić i sprzątać?
Po czym zajrzałem do łazienki (ciągle we śnie) i zobaczyłem, jak w kanalizacji (w muszli klozetowej) cofają się ścieki i zaczynają wypływac różne brudy na powierzchnię.
I ta pani właśnie to sprząta, żeby nie wyciekło poza muszlę i nie nabrudziło.
Zobaczyłem to i ze spokojem (ciągle we śnie) poszedłem spać dalej.
To dla mnie jasny symbol oczyszczania starych śmieci, które z głębin kanalizacji wypływają na wierzch, by mogły zostać oczyszczone.
Czy to, jak rozumiem dzieje się w ho'oponopono.
I takie dodatkowe przesłanie - oczyszczanie dokonuje się, gdy spokojnie śpię.

Sebastian M.

 

Pisałam już o swoich piewszych sukcesach, a teraz osiągnęłam kolejny i bardzo dla mnie ważny!

Otóż moja córeczka  urodziła się z zatkanym kanalikiem nosowo- łzowym w oczku, oczko ropiało, powieka była non stop zaczerwieniona cały czas wisiała w nim łezka,lekarz kwalifikował oczko do zabiegu przkłuwania kanaliku, ale ja miałam nadzieję uniknąć tego. Masowaliśmy ten kanalik, przykładaliśmy zioła, herbatę i czekaliśmy aż mała urośnie a wraz z nią ten kanalik urośnie i odetka się. Jednak tak się nie stało. Po roku i 3 miesiącach wzięłam się porządnie za hooponopono, i przez 2 tygodnie dzień w dzień oczyszczałam w procesie moją odpowiedzialność za ten stan, a także nasze powiązania rodzinne między babciami, dziadkami, rodzeństwem, wszystkimi, którzy mieli z córeczką kontakt i mogli spowodować  kiedyś jakąś sytuację, która sprawiła, że oczko mojej córeczki płakało (tak to sobie wymyśliłam  i to mi bardzo pomogło ;-) . W międzyczasie znalazłam dobrego lekrza, z którym planowałam skonsultować stan oczka córki. Dostałam numer telefonu i probowalam sie dodzwonic do niego przez kilka dni, ale nikt nie odbierał. Tymczasem robiłam codziennie Hooponopono. Ku mojemu największemu zdumieniu oczko zaczęło się goić i z dnia na dzień stan się polepszał. Po 2 tygodniach nie ma nawet śladu 15-sto miesięcznej męczarni z ropiejącym i łzawiącym i zaczerwienionym oczkiem. To naprawdę działa. Muszę się przyznać, że  podchodziłam do procesu dosyć sceptycznie ale widzę, że trzeba zaufać Boskiemu porządkowi. I że czasami nie wystarczy 1 lub dwa podejścia, ale z wiarą trzeba kontynuować proces, a cuda się dzieją. A do lekarza też nie dodzwoniłam się zapewne przez przypadek, tylko miał mi pomóc Inny Lekarz, a Wrzechśwait sprzyjał temu aby tak się stało!

Dziękuję Ci Anno, że przekazałaś mi tę cudowną "czarodziejską rozdzke".Pozdrawiam Cie serdecznie i ciepło w ten chłodny wrześniowy  wieczór.

J. K.

 

Kiedy wróciłam z kursu w poniedziałek wieczorem Syn chciał upiec sobie pizzę w piekarniku  kuchenki gazowej. Piekarnik jest elektryczny... Niestety, okazało się, że piekarnik nie działa.

Poprosiłam na drugi dzień elektryka, który rozebrał całą kuchenkę i stwierdził, że ze strony elektryki wszystko jest ok. Ze z pewnością to zawiodła elektronika- programator. Ale On się na tym nie zna i nie będzie tego ruszał.
Wczoraj do południa zgłosiłam do serwisu aż do Wronek. Zgłoszenie przyjęto i w ciągu 5 dni miał ktoś zadzwonić i się umówić na przyjazd.


Myłam się bardzo późno wczoraj, było  po 23-ej, kiedy nagle słyszę głos (oczywiście w głowie)...włącz gazówkę-piekarnik. Ale wcześniej umieściłam siebie i moją gazówkę w Kolumnie Boskiego Pokoju...
Włączam i jakie wielkie zaskoczenie i radość.... Piekarnik działa !!!!!
Skakałam z radości i z tego, że "to" działa. Dobrze, że mieszkam w swoim domku, bo głośno krzyczałam.
Dzisiaj odmówiłam serwis.
Aniu, tłumacze to tylko i wyłącznie działaniem energii Kolumny. Codziennie, odkąd wróciłam robię proces oczyszczania.
Chce Ci Aniu podziękować za ten kurs, za możliwość ukończenia Go. To cudowne, że spotkałyśmy się na Naszej Drodze. Nie wierzę w przypadki..... Dzięki wierze, dzięki drodze, którą wybrałam całe moje życie ulega zmianie na lepsze. Mam nadzieję, że to nie koniec przygody...

D.S. Kursantka z Krakowa.


Mam już sukcesy w Ho´oponopono bo zdołałem uwolnić się od problemu z alkoholem.

M.B


Pierwszego dnia kursu w Krakowie, w sobotę(4.04) rozpoczęliśmy proces Hooponopono. W tym czasie w Anglii moja młodsza córka M. poczuła się żle i zaczęła wymiotować,miała temperaturę.Ciągłe była chora,kiedy wróciłam w poniedziałek do domu (6.04).

Oczywiście dwa razy uwzględniłam ją wtedy w  ankiecie. Rano we wtorek (7.04) poczuła się nadspodziewanie dobrze, a wcześniej nie mogła wstać z łóżka.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to co mi M. opowiedziała potem. Kiedy jej powiedziałam, że Laura (imię jej Unihipili) bardzo ciężko pracowała, żeby dotrzeć do wszystkich jej wcieleń i powiązań karmicznych.
Opowiedziała mi, że to by się zgadzało, bo miała sen w czasie tej choroby, że układa bardzo skomplikowaną układankę z tysiącem elementów i bardzo ją to męczyło.

Oczyściłam cały mój dom, sąsiadów (i są jacyś milsi). Kupiłam sobie piękny stolik Mahiki i oczywiście go oczyściłam (jest ośmiokątny-i od razu wiedziałam że jest mój-kupiłam go w meblach używanych).
Kolumna pomogła mi już parę razy.

Proces Hooponopono robimy wspólnie z J.,ale koncentruję sie lepiej (i on też to mówi) jeśli robię sama.
Małgoś(moje Unihipili)lepiej reaguje,kiedy sama robię proces.Bardzo się wzrusza przy kontakcie z Aumakua Trochę inaczej patrzę na życie i świat ostatnio.

J.K-K


Mam wieści na temat skuteczności metody.....Wracałam z dworca szybciutko z mężem do śpiących dzieci, a tu nas dziebnęli za prędkość policjanci...Smutno mi było gdy już wyszedł do radiowozu, bo my do dzieci, a tu punkty karne i kasa....Puściłam szybko KOLUMNĘ POKOJU... a tu po chwili mąż wbiega  do samochodu wesoły i rusza... Powiedział, że głupio im było, bo nie mieli na radarze jego zapisanego i puścili!!!

Ja się ogromnie cieszyłam, dziękowałam Boskości!!! Ale pomyślałam, że może nie jechał tak szybko i radar nie złapał...ale powiedział mi że jechał szybko...pięknie więc! 

Cieszę się bardzo bo mąż miał okazję zobaczyć jak to działa.

W pracy też stosowałam tą samą technikę i jest świetna.

J. K-S 

Uczestniczka kursu we Wrocławiu

 


Już ponad 20 lat temu zainteresowałem się Huną i niekonwencjonalnymi metodami wpływania na nasze zdrowie i satysfakcję życiową. Trzy lata temu, postanowiłem zmienić coś diametralnie w moim życiu.

Wybrałem się na roczny kurs rozwoju duchowego, a w następnych miesiącach uczestniczyłem w szkoleniu z medycyny psychotechnicznej i psychotronicznej. Czułem, że nie mam wystarczających wiadomości. Dlatego, cały czas, do tej pory uczę się i poszukuję nowych, mądrych nauczycieli. Tak między innymi trafiłem na Ho´oponopono.

Poznając i stosując różne techniki uzdrawiania, wypracowałem sobie własną autorską metodę, która według mnie jest najbardziej skuteczna i błyskawicznie działająca. Jednym z elementów tej metody jest Ho´oponopono, którą stosuję do każdej uzdrawianej osoby, w uzdrawianiu różnych niekorzystnych sytuacji życiowych i stosunków międzyludzkich.

 

Posłużę się fragmentami listów i podziękowań, które zilustrują skuteczność tej techniki:

 

1. „Pragnę serdecznie podziękować Panu, za pomoc w wyleczeniu mojego wnuka Alberta. Lekarze stwierdzili u niego wodniaki i ADHD. Dziecko często upadało i przysparzało rozlicznych trudności w domu i szkole. Obecnie Albert jest grzeczniejszy. Potrafi ocenić swoje postępowanie, wie, co było zadane w szkole. Wdzięczna babcia K.T”

2.   „Szanowny Panie Z. przesyłam gorące podziękowania za wyleczenie ropieni na twarzy mojej mamy. Korzystała ona z różnych leków, ale nie przynosiły one pożądanych rezultatów. Dopiero dzięki Pana pomocy może ona cieszyć się zdrową skórą. Pozdrawiam K.T”

3.  W tym przypadku chodzi o całkowite wyleczenie padaczki u 57- letniej rolniczki: „Chcę bardo podziękować Panu Z. za pomoc w moim uzdrowieniu. Już ponad rok jak powróciłam do zdrowia. Nie boję się, o to, co mówię, nowych miejsc oraz sytuacji. Odzyskałam pewność siebie i poczucie własnej wartości. Mój kręgosłup nie przysparza mi już więcej bólu. Chce mi się żyć i cieszę się każdym dniem. Bezgranicznie wdzięczna K.T.”

4. „Szanowny Panie Z., nigdy nie zapomnę o tym, jak bardzo pomógł Pan mojemu ojcu. Przeszedł on ciężką operację na bypassy. Lekarze nie dawali dużych szans na jej powodzenie. To dzięki Pana interwencji zabieg udał się doskonale. Dodatkowo ojciec szybko wracał do zdrowia. Na uwagę zasługuje też fakt, że jest on cukrzykiem i lekarze bardzo się dziwią, że jego rany są wygojone i nie jątrzą się. Z pozdrowieniami A.D”

5.  „Moja mama złamała panewkę w kości udowej, a ponieważ ma 83 lata lekarze nie chcieli robić operacji. Zwróciłem się o pomoc do Pana Z. i dzięki jego interwencji w ciągu 5-15 minut ,moja mama jechała na stół operacyjny. Całą operację nadzorował Pan Z.. Operacja przebiegła idealnie, mimo iż moja mama ma kłopoty z sercem i szereg innych dolegliwości. W chwili obecnej moja mama czuje się bardzo dobrze. Chodzi o kulach od trzeciego dnia operacji. Jestem bardzo wdzięczny Panu Z.. Paweł K. ”

6. „W połowie lutego w późnych godzinach popołudniowych, w sposób nagły dostałam silnego bólu brzucha. W nocy wylądowałam w szpitalu, ponieważ zaczęło się krwawienie z jelit. Lekarze nie zrobili z tym przypadkiem nic, tylko Pan Z. swoimi metodami zahamował mi krwawienie. Po dwóch dobach zrobiono mi badanie jelit, stwierdzono skręt jelit i polipa wielkości łyżeczki od kawy. Lekarze zaproponowali mi operację, ale nie wyraziłam na to zgody i wyszłam na własną prośbę, odkładając tą wątpliwą przyjemność na później. Po 45 dniach ten sam lekarz szykując mnie do operacji ponowił badanie, i ku jego zdziwieniu moje jelita nie były skręcone, a polip zniknął. Lekarz był w szoku, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Dzięki pracy Pana Z. uniknęłam operacji i związanych z tym różnych nieprzyjemnych zjawisk. W opisanej sprawie dysponuję dokumentacją lekarską Moja wdzięczność do Pana Z. jest bezgraniczna. Mirosława K. S.

 Cz.Z.D z Gdańska

 


Znowu muszę się z Tobą podzielić rezultatami procesu Ho'oponopono. Staram się przeprowadzać go codziennie. Zauważyłam u siebie zmniejszenie..prawie całkowite bólu biodra, które bolało mnie od ponad roku. Chodzenie sprawiało mi problemy, niejednokrotnie kulałam. Ale to taka mniejsza sprawa.

Moja przyjaciółka z L. poznała w latach 80-tych będąc w Bułgarii pana G. Mężczyznę starszego od siebie chyba 12 lat. Obydwoje byli w związkach małżeńskich. Kasia długo nie nacieszyła się mężem, po paru latach zmarł na wylew. Zona G. również zmarła. Byli wolni i próbowali związać się ze sobą. Od momentu poznania tego pana Kasi nie wiodło się w każdej dziedzinie życia. Syn bardzo chorował, zmarła jej bratowa, zmarł ojciec, straciła pracę. Ale to dotyczyło tylko Jej osobiście.

G. odwiedził Kasię w Polsce dwukrotnie. Niestety nie wyszło im, Kasia nie mogła się pogodzić z charakterem G. Wymuszał na niej wszystko, był niezadowolony, że utrzymuje z innymi osobami znajomość. Był o wszystkich zazdrosny, nawet o mnie i jej syna. Kasia zabroniła mu przyjeżdżać i unikała rozmów przez internet jak tylko mogła. Wtedy zaczęły się dziać różne rzeczy. Wszyscy znajomi,o których on wiedział zaczęli chorować, byli operowani. Ja również nie mogę dojść do siebie po zabiegu wycięcia migdałków już dwa miesiące. W domu Kasi zaczęło wszystko się psuć , kwiaty więdną, usychają, pokłóciła się z bratem, a byli w przyjacielskich stosunkach.

Od paru dni ujmuję ją i jej rodzinę, zarówno G. w ankiecie. Dzisiaj dzwoni Kasia mówiąc mi, że bojler, który nie działał juz 2 tygodnie znowu jest na chodzie. Ze poprawiły sie Jej stosunki z  przełożoną w pracy.
Kwiatki zaczynają wypuszczać nowe pędy.Aniu, wierzę, że to dzięki temu procesowi.
D.S

 

 

 

Pół roku temu kupiłam Kurs Cudów, kilkakrotnie zabierałam sie do czytania i nic nie rozumiałam, skupiałam sie bardzo mocno, przeczytałam kilka wersów, wracałam z powrotem i nic nie rozumiałam, odłożyłam książkę. W poniedziałek po kursie rano wzięłam książke i zaczęłam czytać i wszystko rozumiałam,otwierałam w róznych miejscach i gdzie otworzyłam wszystko wydawało sie proste i zrozumiałe. Myślę że się coś odblokowało.
D.S

 

 

 

Parę miesięcy temu znajoma była u ginekologa i na USG. Stwierdzili,że ma dwa polipy w macicy i torbiel na jajniku.Wyznaczyli jej operację ,a raczej zabieg na dzisiaj więc oczywiście byłam z nią w  szpitalu.
Zaraz po diagnozie powiedziałam,jej że może z tym coś zrobimy,ale sama nie miałam nadziei, że świeżo upieczonej hooponistce jak ja, coś wyjdzie.
Zrobiłam  ( oczyściłam ) jej i sobie powiązania i przyczyny z chorobami kobiecymi, a potem z samymi polipami itd.W sumie chyba trzy,cztery razy. Poprosiłam ją, żeby zrobiła sobie USG, żeby sprawdzić czy są. Zrobiła i polipy były, ale torbiel wchłonęła się(one często znikają).To było około miesiąca temu.
Ponieważ A. miała mieć dzisiaj zabieg, więc tydzień temu zrobiłam jej proces.
Uwzględniłam miejsce zabiegu,lekarza wykonującego, salę , obsługę, instrumenty i wszystko, co może być związane z jej zabiegiem.
No i wyobraź sobie,co mi powiedziała, kiedy po nią przyjechałam.
"Wiesz Aśka co, oni mnie uśpili, zajrzeli do środka i aż zdjęcia zrobili, bo nic nie znaleźli."
Widziałam te zdjęcia.Tam nic nie było.
Dziękuję Bogu, że mnie z tobą skojarzył i przez ciebie przekazuje wiedzę, którą wszyscy powinniśmy znać.

J.K-K

 

 

 

Jestem certyfikowanym trenerem EFT (Emotional Freedom Techniques)i stosuję tę metodę we współpracy z osobami, które mają problemy z trudnymi wspomnieniami, które obciążają ich emocjonalną sferę życia. Metoda działa ale w niektórych przypadkach jest nieefektywna.

W trakcie Pani szkolenia doznałem szoku w postaci stwierdzenia" Że tak naprawdę wszelkie problemy, również klientów, osób współpracujących są we mnie". Na glębokim poziomie zaakceptowałem ten fakt.

Rozpocząłem w zeszłym roku stosować hooponopono do każdej sytuacji która miała miejsce w moim życiu. Problemy zaczęły się cudownie rozwiązywać.

Obecnie mogę powiedzieć że EFT ani żadna inna metoda nie zdziałały w moim życiu więcej niż hooponopono. Z doświadczenia na które składało się wiele gorzkich porażek i powrotu do maksymy "że wszystko absolutnie jest moją zasługą" mogę powiedzieć że warto jest stosować tę metodę.

Ja osobiście dziś nie znam żadnej innej dostępnej metody, która likwidowałaby nasze problemy na głębszym i podstawowym poziomie.

A.O.- trener EFT

 

Ukończyłam w tamtym tygodniu kurs ho'oponopono w Warszawie. Jestem pod wrażeniem efektów. Minął dopiero tydzień, a jeszcze nigdy nie otrzymałam tylu odpowiedzi w tak krótkim odcinku czasu. Szczerze powiedziawszy to na kursie miałam mieszane odczucia. Czytaliśmy te modlitwy i  wszystko wydawało mi się jakieś niezrozumiałe, lecz w głebi serca nie mogłam się doczekać kiedy pojadę do domu i sama spróbuje. Wszystko się zaczęło od tego, że zaczęłam pracować z dzieckiem (Unihiili). W sumie prace z nią zaczęłam o wiele szybciej, pracując na bazie innej metody dlatego było mi trochę łatwiej. W tym samym czasie odbywałam praktyki w domu dziecka i bardzo dziwnie zaczęłam się tam czuć. Niewyjaśnione wybuchy złośc. Wracałam do domu jak kłębek nerwów bez wyraźnej przyczyny. Pomyślałam, że spytam się dziecka (Unihipili) w czym jest problem, że spotkałam te dzieci na swojej drodze. Pojawił mi się obraz wcielenia, gdzie razem z nimi wytworzyłam karmę. Prowadziłam kiedyś sierociniec i opiekowałam się tymi dziećmi, lecz nie traktowałam ich zbyt dobrze. Ponowny kontakt w tym wcieleniu uruchomił lawinę odczuć. Natychmiast wpisałam wizje do ankiety, na drugi dzień praktyki wszystkie negatywne odczucia zniknęły jakby mi kamień z serca spadł. Niespodziewałam się, że tak szybko będzie widoczny jakiś efekt. Gdy mam jakiś problem lub czegoś nie potrafię wyjaśnić pytam się dziecka (Unihipili). Niesamowite ile już zrozumiałam i wyciągnęłam lekcji. Jeszcze żadna metoda nie dała mi tak zadowalających efektów, na dodatek tak skutecznych. Zrozumiałam między innymi dlaczego mam problem z mężczyznami i nigdy nie potrafiłam się zakochać. Kiedyś zostałam zgwałcona i przyżekłam sobie, że nigdy nie wyjdę za mąż. Wręcz znienawidziłam cały ród płci przeciwnej co obróciło się na moją niekorzyść, bo w tym wcieleniu wyniknęły z tego same problemy. Oczyszczałam już te relacje. Wyjaśniłam także kłótnie z koleżanką, która tak się o mnie martwiła, że aż się pokłóciliśmy bo czułam się ograniczona. Jak potem się okazało byliśmy kiedyś rodzeństwem i doszło do wypadku. Miała się mną opiekować, a przez przypadek zginęłam na jej oczach. Do dzisiaj nieświadomie nosiła lęk w sobie o mnie i o moje bezpieczeństwo. Dużo zaczęło się dziać po kursie. Za kazdym razem gdy odmawiam modlitwy, odczuwam ulgę, choć nie wiem co się dokonało. Pozostało mi obserwować zauważalne zmiany, które się pojawiają. Bardzo się cieszę, że udało mi się ukończyć ten kurs. 

D.B

 

 

Oczyszczałem swoją pracę i teraz dostałem dodatkową, o której marzyłem od 1997 roku. Jestem trenerem, szkoleniowcem z metod rozwiązywania problemów jakościowych i usprawniania procesów produkcji.

Co najciekawsze, firma zaproponowała mi żebym poprowadził dwa szkolenia, bo na pozostałe trzy mają trenerów, a po pierwszym szkoleniu stwierdziła, że chcą abym prowadził wszystkie ich szkolenia. Tak więc teraz pracuję w swojej poprzedniej firmie i realizuję swoje marzenia jako trener.

Zawsze korzystam z Boskiej Kolumny Pokoju: w cięższych chwilach i przed szkoleniem , i pomaga zawsze. To jest niesamowite. Wiele rzeczy zmienia się w moim źyciu, mam więcej gotówki, ludzie są milsi, jestem spokojniejszy.

 

P.R.

 

 

Robię proces prawie codziennie i nie będę opisywał wszystkich cudów jakie się mi przytrafiły po procesach
oczyszczania (bo tylko cudem to można nazwać ) ale opiszę jeden bardzo ciekawy mnie sam zadziwił, zacznijmy od tego jestem po rozwodzie z żoną  ale jesteśmy w dobrych relacjach . Oczyszczałem parę razy moje ferie zimowe z moimi dziećmi, bo kupiłem końcem września już  wyjazd na ferie  zimowe do Egiptu wtedy jeszcze nic nie było słychać o zamieszkach więc nie miałem żadnych wątpliwości i tak tylko dla swojej ciekawości kładłem bilety lotnicze na stole Mahiki i parę razy wziąłem w proces jako zimowe  ferie z dziećmi i byłem prawie pewny że będę miał fajne ferie a tu 3-4 tygodnie przed wylotem piszą że zamieszki coraz większe w Egipcie, loty zatrzymane nikt tam nie wyjeżdża i zgłupiałem. Miało być wszystko OK a tu klapa z ferii.  Ale dwa, no może trzy  dni przed aktualnym terminem wylotu biuro podróży dzwoni do mnie że mam lecieć bo wyloty się zaczęły i i zaczęła się nerwówka bo ja już nawet byłem przygotowany że pieniądze  przepadły bo nie polecę. W końcu poleciałem z byłą żoną, dzieci były zadowolone z urlopu, a w Egipcie było cudownie. Nic o zamieszkach lub wojnie nie było widać ani słychać (moja była poleciała za śmieszne pieniądze) i tak jak pani mówi na końcu jest wszystko dobrze .

 

Camill

 

 

Procesu Ho`oponopono nauczyłam się na kursie Anny Kligert. Zaczęłam go regularnie stosować i oniemiałam.

Uwolnił mnie od trudnych przeżyć i wspomnień, uzdrowił mój umysł i ciało, otworzył na nowe sytuacje i osoby.

Teraz jest mnie więcej dla innych.

Wiem dokąd zmierzam i z kim, co jeszcze muszę zrobić, a co zaniechać.

Tak więc codziennie, ja i moje Ho`oponopono.

Pozdrawiam – J

 

 

oswobodzona z przeszłości

błogosławię głos z odległości

 

dzień ma tyle żywych kolorów

bez fałszywych postaci i iluzji tworów

 

śpiewam więc w sercu pieśń wyzwolenia

która oczyszcza wszystkie cierpienia

 

J.